Japonia ’13 – 10 dni w kraju kwitnącej wiśni

DSC_0903

Pierwszy kulturowy szok mijał na szczęście w ślimaczym tempie. Właściwie lepszym słowem byłby „zachwyt”, ale ten trwał przez całość wyjazdu a nawet i długo po powrocie. Mając 23 lata, żyjąc w studenckim świecie gdzie dalekie wyjazdy były marzeniem a jadanie orientalnych dań ograniczało się do tanich, chińskich restauracji – nie do końca wiedziałam co właściwie je się w Japonii. O wszystko zadbała Natalia. Nie zabrakło ryżu, gorącego sake z wędzoną rybą w środku szklanki, przeróżnego rodzaju sushi czy tempury w najstarszej restauracji w Tokio. Plan był dość prosty. Kupić tygodniowy Japan Railpass za 1500 zł i zwiedzić tyle ile się da, jeździć jak najwięcej Shinkansenem ale nie tylko. Zwiedzić Kyoto, Narę, Osakę a na koniec pojechać na trzy dni do neonowego Tokio. Chłonąć, chłonąć i jeszcze raz chłonąć – zapachy, smaki, widoki, nieśmiałe spojrzenia. Niestety nie prowadziłam wtedy dziennika – szkoda. Nie znałam wtedy też japońskich znaczeń, symboli. Dziś jestem o tę wiedzę bogatsza.

Pierwszym przystankiem była Nara. Hasające wokół nas jelonki, ostatnie pąki Sakury, miejskie celebrowanie dnia dziecka, wycieczki szkolne i wszechobecne, wiszące karpie.

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że za kilka lat miejsce to będzie przepełnione turystami i że powinnam cieszyć się tym spokojem. Wtedy też nie wiedziałam, że do Japonii jeszcze kiedyś wrócę.

Po odwiedzeniu najważniejszych punktów Nary, między innymi świątyni Todai-ji – buddyjskiej świątyni Sanmon, obfotografowaniu słynnych sarenek hasających po mieście – ruszyliśmy do randomowego miejsca w celu zjedzenia równie randomowego obiadu. Po wskazaniu kelnerowi palcem zdjęcia w menu otrzymałam ryż z jajkiem i sosem curry. PYCHA!

Natalia ugościła nas w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu w Osace. Spaliśmy, jak to na prawdziwych japończyków przystało, na matach tatami. Było trochę twardo, ale jakże urokliwie. Noce były krótkie, bo przecież trzeba jak najszybciej wstawać i zwiedzać. I jechać dalej – do Kyoto.


Comments

Dodaj komentarz