Morocco and My First Steps on African Soil – A Day in Agadir

Lot z Krakowa do Agadiru
Uwielbiam spontaniczne decyzje. Na wyjazd do Maroka zdecydowałam się dosłownie w kilka dni, a aby się tam dostać, wybrałam lot z Krakowa do Agadiru. Trwał on około 5 godzin, co wydawało mi się niewiele jak na przelot z Polski do północnej Afryki, a kosztował około 170 zł.
Mając miejsce tuż przy oknie, mogłam podziwiać zmieniający się krajobraz – począwszy od krakowskiej ziemi, lecąc nad zaśnieżonymi Tatrami, a kończąc na Cieśninie Gibraltarskiej i wyraźnie oddzielającej się linii Atlantyku od lądu. Spektakularnie lądując na mieniącej się od zachodu słońca brunatnej ziemi, poczułam ekscytację czegoś nowego. Szczególnie że ostatni miesiąc minął mi trochę melancholijnie, idealnie dopasowując się do zimowego klimatu, który nadchodził do Polski.
***
Flight from Kraków to Agadir
I love spontaneous decisions. I decided to go to Morocco literally within a few days, and to get there I chose a flight from Kraków to Agadir. It took around five hours, which felt surprisingly short for a trip from Poland to North Africa, and the ticket cost me about 170 PLN ( 40 Euro).
Sitting by the window, I could admire the changing landscape – starting from the fields around Kraków, flying over the snow-covered Tatra Mountains, and finally crossing the Strait of Gibraltar with that clear line where the Atlantic meets the land. When we landed on the sun-tinted, reddish-brown soil of Agadir, I felt that familiar excitement of discovering something new. Especially after a rather melancholic month that perfectly matched the winter slowly arriving in Poland.


Po wylądowaniu przeszłam przez kontrolę graniczną, gdzie otrzymałam swoją kolejną pieczątkę w paszporcie. Aby dostać się z lotniska do centrum Agadiru, wystarczy wyjść z budynku, przejść przez ulicę i wsiąść do autobusu z biletem kupionym w budce przy wyjściu. Bilet kupiony do centrum Agadiru kosztuje 50 dirhamów ( w dwie strony 80 ).
Myślę, że idealnym momentem na zwiedzanie Maroka jest właśnie listopad – jest już wtedy poza sezonem, miasta nie są zawalone ludźmi, a pogoda po prostu cieszy.
***
After landing, I went through border control, where I received another stamp in my passport. To get from the airport to the center of Agadir, all you need to do is leave the building, cross the street, and hop on the bus – the ticket is bought at the small booth right outside. A ticket to the center costs 50 dirhams (or 80 for a return ticket).
I think November is the perfect time to visit Morocco – it’s already the off-season, the cities aren’t overcrowded, and the weather is simply delightful.
District of Joy – rodzinny hostel z atmosferą, którą kochasz
Warto wiedzieć, że w Agadirze mieszka nie tylko ludność arabska ale i berberska (Amazigh), która ma swój własny język (Tamazight) i kulturę. Ludzie mówią tu w języku Darija (marokański arabski), francuskim (ze względu na francuski kolonializm) oraz wielu posługuje się angielskim.
District of Joy – to tutaj właśnie dotarłam na nocleg. Miejsce oddalone od centrum około 30 minut pieszo. Lub taksówką zaledwie 10 minut. To tu znalazłam tam hostel, który mocno mnie zainteresował. Dom prowadzony przez rodzinę, codzienne wspólne obiady i śniadania jedzone na dachu budynku oraz bardzo ciepła atmosfera sprawiły, że czułam się jak u siebie. Z całego serca mogłabym polecić Moroccan Familly House, który był idealnym rozpoczęciem marokańskiej podróży. Osobiście przy podróżowaniu solo specjalnie wybieram takie miejsca, gdzie można poznać ludzi i posłuchać ich historii. Tam też poznałam Sarah i Patrizię, z którymi spędziłam kolejny dzień.
***
District of Joy – a family-run hostel with the kind of atmosphere you’ll fall in love with
It’s worth knowing that Agadir is home not only to Arab communities, but also to the Berber (Amazigh) people, who have their own language (Tamazight) and culture. Locals speak Darija (Moroccan Arabic), French (a legacy of colonial history), and many also use English.
District of Joy — this is where I arrived for my stay. The place is about a 30-minute walk from the city center, or just a 10-minute taxi ride. That’s where I found a hostel that immediately caught my attention. A family-run house, daily shared dinners and breakfasts on the rooftop, and an incredibly warm atmosphere made me feel right at home. I can wholeheartedly recommend the Moroccan Family House — it was the perfect start to my Moroccan journey.
When I travel solo, I intentionally choose places where I can meet people and hear their stories. That’s also where I met Sarah and Patrizia, with whom I spent the following day.


Odkrywanie Souk El Had i lokalnego życia
Następnego dnia, wspólnie z Sarah, udałyśmy się na zwiedzanie Souk El Haid, największego marketu w Agadirze, w którym znajduję około 6000 stoisk i sklepów. Tam można zaopatrzyć się w daktyle, oliwki, szafran, olej arganowy, ceramikę, ręcznie robione teksytylia czy dywany oraz inne tradycyjne wyroby jak amolu. Targowanie się jest kulturą tego narodu, więc warto, bez wyrzutów sumienia proponować swoje własne ceny. W restauracjach są one raczej odgórnie ustalone. Od noclegu dzieliło nas może 30 minut pieszo, ale już po kilku minutach zatrzymał się pan, który chciał nas podwieźć. Z racji że Sarah mieszka w Maroku już prawie rok i widząc jej naturalną reakcję – uznałam, że czemu nie. Przygoda. Przejażdżka minęła szybko; ponoć czasem osoba ta może poprosić o jakieś pieniądze, ale nas nie poprosił. Może dlatego, że zatrzymał się tuż przy policji.
***
Exploring Souk El Had and Local Life
The next day, Sarah and I set out to explore Souk El Had, the largest market in Agadir, which has around 6,000 stalls and shops. There, you can stock up on dates, olives, saffron, argan oil, ceramics, handmade textiles and carpets, as well as other traditional items like amolu. Bargaining is part of the local culture, so don’t hesitate to offer your own price. In restaurants, prices are generally fixed.
The market was about a 30-minute walk from our hostel, but just a few minutes into the walk, a man stopped and offered us a ride. Since Sarah has been living in Morocco for almost a year and her reaction seemed natural, I thought, why not? An adventure. The ride went quickly; apparently, sometimes the driver might ask for some money, but he didn’t – maybe because we stopped right next to the police station.



W Souk El Had, przemierzając uliczki pełne kolorowych stoisk z owocami i warzywami, ubraniami czy skórzanymi portfelami, szukałyśmy miejsca, w którym można wypić dobrą, mocną kawę z mlekiem. Po dostarczeniu odpowiedniej dawki kofeiny ruszyłyśmy na pochód po markecie. Mijając stragany z rybami czy stoiska z mięsem – często niestety z widokiem, do którego nie jestem przywyczajona, jak dopiero co odcięta głowa krowy – zaczęłam powoli wdrażać się w klimat i chaos marokańskiego życia.
***
In Souk El Had, as we wandered through the streets full of colorful stalls with fruits and vegetables, clothing, and leather wallets, we were looking for a place to enjoy a good, strong coffee with milk. After getting our much-needed caffeine fix, we set off to explore the market. Passing by fish stalls and meat stands – sometimes, unfortunately, with sights I wasn’t used to, like a freshly severed cow’s head – I slowly began to immerse myself in the rhythm and chaos of Moroccan life.



Aby dostarczyć sobie jeszcze więcej atrakcji i emocji uznałam, że świetnym pomysłem jest ścięcie sobie włosów. Mimo że byłam zadowolona i zapłaciłam jakieś śmieszne (w porównaniu do Polski) pieniądze, bo 50 zł, to nie wiem, czy mogę polecić taką aktywność. Każda kobieta wie mniej więcej, jak się czuje po drastycznym ścięciu włosów, a trzeba dodać do tego jeszcze brak suszarki i bycie w innym kraju 😀 No ale mniejsza o to. Razem z jeszcze ułożonymi przez fryzjerkę włosami zaczęłam krążyć po mieście idąc mniej więcej w kierunku oceanu mijając między innymi Olhão Garden.
***
To add even more excitement and adventure to my day, I decided that getting a haircut would be a great idea. Although I was happy with it and paid a ridiculously low price compared to Poland – just about 50 PLN – I’m not sure I can fully recommend this activity. Every woman knows roughly how it feels after a drastic haircut, and on top of that, there was no hair dryer and, of course, being in a different country 😄.
Anyway, putting that aside, with my hair styled by the hairdresser, I started wandering around the city, heading roughly toward the ocean, passing by places like Olhão Garden along the way.

Oprócz mijanych po drodze kotów, na horyzoncie pojawiały się również piękne widoki. Domy z rosnącymi obok palmami, ulice z marokańskimi flagami, murale i pozostałości ruin po trzęsieniu ziemii czy wzgórze z napisem „Bóg, Ojczyzna, Król”, na które miałam się udać razem z Patrizią.
***
Besides the cats we passed along the way, the horizon was filled with beautiful sights. Houses with palm trees growing beside them, streets adorned with Moroccan flags, murals, and the remains of ruins from the earthquake, as well as the hill with the inscription „God, Homeland, King”, where Patrizia and I were planning to go.






Historia i panorama Fortecy Oufella
Forteca i mury obronne Agadiru Oufella pojawiły się w 1540 roku, aby chronić okolicę i port przed portugalskimi atakami. Z języka berberskiego Agadir oznacza fortecę a Oufella – wzgórze. Niestety w wyniku trzęsienia ziemii, które miało miejsce w 1960 roku większość zabudować fortecy została zniszczona. Teraz możemy podziwiać głównie jej mury. Podczas trzęsienia ziemii zniszczone zostało również podnórze góry wraz z budynkami. Jest to zdecydowanie najlepsze miejsce widokowe w Agadir, szczególnie o zachodzie słońca gdy przed naszymi oczami rozpościera się widok na oświetlone miasto, linię brzegową plaż i Atlantyku czy na marinę. Wspólnie z Patrizią poszłyśmy w kierunku kolejki linowej, gdzie płacąc 130 dirhamów (ok. 13 euro), wykupiłyśmy bilet w dwie strony. Na dojazd na samo wzgórze jest kilka sposobów. Można iść pieszo, zamówić taksówkę, która nas tam zawiezie czy właśnie wybrać się kolejką linową.
***
History and Panorama of Agadir Oufella
The fortress and defensive walls of Agadir Oufella were built in 1540 to protect the area and the port from Portuguese attacks. In the Berber language, Agadir means fortress, and Oufella means hill. Unfortunately, as a result of the earthquake in 1960, most of the fortress’s structures were destroyed, and today we can mainly admire its walls. The earthquake also destroyed the base of the hill along with the buildings there.
This is definitely the best viewpoint in Agadir, especially at sunset, when the illuminated city, the coastline, the Atlantic, and the marina stretch out before your eyes. Patrizia and I headed to the cable car, where we paid 130 dirhams (about 13 euros) for a round-trip ticket. There are several ways to reach the top of the hill: you can walk, take a taxi, or, as we did, ride the cable car.


Nie dość, że kolory i widoki były nieziemskie, bo specjalnie wybrałyśmy taką godzinę, aby zdążyć na zachód słońca. A tuż po zachodzie pojawiły się wielbłądy i… Pikachu tańczący z widokiem na oświetlony Agadir. Dla Marokańczyków miejsce to ma szczególne znaczenie. Nie tylko historyczne ale i sentymentalne. Upamiętniające tragedię z 1960 roku, gdzie prawie 90 % miasta zostało zrujnowane przez trzęsienie ziemii a zginęło około 15 000 ludzi. Dzisiaj Agadir jest całkowicie odbudowany
***
Not only were the colors and views otherworldly – we had deliberately chosen this time to catch the sunset – but right after it, camels appeared… and even Pikachu dancing with the illuminated Agadir as a backdrop.
For Moroccans, this place holds special significance, not only historically but also sentimentally. It commemorates the tragedy of 1960, when almost 90% of the city was destroyed by an earthquake and around 15,000 people lost their lives. Today, Agadir has been completely rebuilt.





Niestety nie starczyło mi czasu na La Médina d’Agadir ale wychodzę z założenia, że nie ma sensu biegać aby jak najwięcej zobaczyć. Zawsze można tutaj wrócić. Agadir szczególnie zapadł w mojej pamięci, więc jest to na pewno miejsce, do którego chce się przyjeżdżać częściej.
Zwieńczeniem wieczoru była przejażdżka skuterem zamówionym z aplikacji InDrive, za którego zapłaciłam chyba 12 dirhamów. Tutaj niestety jako pasażer nie dostałam kasku, więc jest to trochę ryzykowne. Po przyjeździe czekała na mnie wspólna kolacja. Tym razem popisowym daniem była seffa medfouna – pieczony kurczak z warzywami przykryty toną makaronu z górką cukru usypaną na szczycie. Do tego cynamon i orzechy. Dziwne połączenie, ale mi bardzo smakowało.
***
Unfortunately, I didn’t have time to visit La Médina d’Agadir, but I believe there’s no point in rushing just to see as much as possible. You can always come back later. Agadir, in particular, left a lasting impression on me, so it’s definitely a place I want to visit more often.
The evening ended with a scooter ride ordered through the InDrive app, which cost me about 12 dirhams. Unfortunately, as a passenger, I didn’t get a helmet, so it was a bit risky. After arriving, a shared dinner awaited me. This time, the highlight was Seffa Medfouna – roasted chicken with vegetables covered in a mound of pasta topped with a sprinkle of sugar, along with cinnamon and nuts. An unusual combination, but I really enjoyed it.

Zostaw odpowiedź