Wycieczka Paradise Valley – dojazd z Agadiru, zwiedzanie i ważne informacje

Paradise Valley trip – getting there from Agadir, sightseeing and important information

Jak trafiłam na wycieczkę do Paradise Valley?

Z reguły jestem wcześniej przygotowana i wiem mniej więcej co chce zobaczyć w okolicy ale tym razem wyjazd był trochę bardziej spontaniczny. Leżąc już w łóżku, dosłownie o północy zarezerwowałam organizowaną wycieczkę do Paradise Valley, oddaloną około godziny od Agadiru – wycieczek szukałam na viator.com i zapłaciłam za nią około 100 zł ( ok 25 euro). Następnego dnia zostałam odebrana o 8 rano spod hotelu a przewodnik miał ze sobą małą paczuszkę z piekarni, bo domyślił się, że mogę być bez śniadania – urocze, prawda?

***

How did I end up on a trip to Paradise Valley?

I’m usually well prepared and have a general idea of what I want to see in the area, but this time the trip was a bit more spontaneous. While lying in bed, literally around midnight, I booked an organized trip to Paradise Valley, located about an hour from Agadir. I searched for tours on Viator.com and paid around 100 PLN (about 25 euros).

The next morning I was picked up from my hotel at 8 a.m., and the guide even brought a small bakery package with him because he assumed I might not have had breakfast – cute, right?

Berberowie (Amazigh) –ciekawostki

Po zebraniu po drodze jeszcze kilku osób ruszyliśmy w stronę Rajskiej Doliny w regionie Toubkal/ Atlas Wysoki. Z racji, że przez ostatnie tygodnie nie padało nie pojechaliśmy w typowe turystyczne miejsce, które ponoć było suche. Przemierzając malownicze góry Atlas mijaliśmy domy Berberów (z greckiego „barbarzyńcy”) – rdzennych mieszkańców północno-zachodniej Afryki inaczej zwani przez siebie Amazigh („wolny człowiek” lub „szlachetny człowiek”). Jest to ludność, która już od starożytności zamieszkuje Saharę i północną Afrykę a ich alfabet łudząco przypomina grecki. Mijając również marokańskich Nomadów zaganiających kozy, małe miasteczka otoczone palmami i stoiska z kolorową ceramiką czy wyrobami z olejem arganowym dotarliśmy do miejsca postoju.

***

Berbers (Amazigh) – Fun Facts

After picking up a few more people along the way, we set off toward Paradise Valley in the Toubkal/High Atlas region. Since it hadn’t rained in the past few weeks, we didn’t go to the typical tourist spot, which was reportedly dry.

As we traveled through the picturesque Atlas Mountains, we passed Berber (from Greek barbaroi, meaning “barbarians”) homes – the indigenous people of northwest Africa, who call themselves Amazigh (“free people” or “noble people”). They have lived in the Sahara and North Africa since ancient times, and their alphabet bears a striking resemblance to Greek.

We also passed Moroccan nomads herding goats, small towns surrounded by palm trees, and stalls selling colorful ceramics and argan oil products before reaching our first stop.

Spacer do Paradise Valley – jaka jest trasa i czy jest trudna?

Razem z przewodnikiem ruszyliśmy w dół zbocza bardzo delikatnej trasy – moim zdaniem łatwej i dostępnej dla każdej osoby, która może poruszać się własnymi siłami a zejście w dół zajęło nam może 30 minut. Po drodze mijaliśmy kawiarnie z doskonałym chwytem marketingowym jak plastikowe krzesła ze stolikami ustawionymi w wodzie, kilka szczeniaków, które – wtedy wydawało mi się, że trochę na pokaz – były na naszych oczach dokarmiane przez przewodnika i Pana pracującego w kawiarni. Po dotarciu do docelowego miejsca mieliśmy następne trzydzieści minut dla siebie w dolinie znanych z gór, skał, palm, naturalnych basenów i wodospadów.

Sama nazwa doliny oprócz oczywistych rajskich widoków ma swoją legendę. Ponoć w latach 60.-70.dolina została odwiedzona przez grupę hipisów a samą nazwę nadał jej niejaki…. Jimi Hendrix 😉 Czy to prawda? Nie wiem 🙂 Od tego czasu czasu dolina zaczęła nabierać klimatu „hipisowskiej oazy”. I właśnie w tych czasach zaczęła przyciągać turystów i alternatywne środowiska – ludzi szukających natury, ciszy i spokoju.

***

Hiking to Paradise Valley – What’s the Route Like and Is It Difficult?

Together with the guide, we headed down a very gentle trail – in my opinion, easy and accessible for anyone who can walk independently, and the descent took us about 30 minutes. Along the way, we passed cafes with clever marketing tricks, like plastic chairs with tables set in the water, and a few puppies that – at the time, it seemed a bit staged – were fed right in front of us by the guide and a man working at one of the cafes.

Once we reached the destination, we had another thirty minutes to explore the valley on our own, famous for its mountains, rocks, palm trees, natural pools, and waterfalls.

The valley’s name, besides obviously referring to its paradisiacal views, also has a legend. Apparently, in the 1960s–70s, the valley was visited by a group of hippies, and the name was supposedly given by none other than… Jimi Hendrix 😉 Is it true? I don’t know 🙂 Since then, the valley started to gain the vibe of a “hippie oasis.” It was around that time that it began attracting tourists and alternative communities – people seeking nature, peace, and quiet.

Jak wygląda produkcja oleju arganowego?

Jak na takie organizowane wycieczki przystało, nie obyło się również bez odwiedzenia miejsca, w którym pokazano nam jak wyrabia się olej arganowy z nasion z drzewa arganowego. Postawanie takiego oleju ma kilka etapów. Po zebraniu owoców wystawia się je na słońce aby wyschły oraz aby powstała skorupa, którą poźniej można rozłupać. Tradycyjnie takie owoce łupie się kamieniem, co jest bardzo czasochłonnym procesem. Sama skorupa również ma swoje zastosowanie – głównie do karmienia zwierząt. W środku owocu znajdują się małe nasiona, które później lekko się praży – jeżeli mają mieć zastosowanie w kuchni. Uzyskują wtedy lekko orzechowy posmak. Nasiona, które mają być wykorzystane do kosmetyków nie są prażone aby zachowały jak najwięcej składników odżywczych.

Kolejnym etapem jest mielenie nasion po czym powstaje gęsta pasta. Do niej dodaje się wodę i przechodzi się do równie czasochłonnego procesu jakim jest ugniatanie, po którym z pasty zaczyna oddzielać się olej. Z około 40 kilogramów nasion powstaje litr oleju.

Dodatkowo oprócz prezentacji powstawania oleju arganowego czekała na nas degustacja kilku rodzajów miodu, między innymi miodu z kaktusa oraz amlou- najpyszniejszej pasty orzechowej ze składem miodu, prażonych migdałów oraz właśnie oleju arganowego.

***

How Is Argan Oil Produced?

As is typical for organized tours, we also visited a place where we were shown how argan oil is made from the seeds of the argan tree. The production of such oil involves several stages. After harvesting the fruits, they are left in the sun to dry, forming a hard shell that can later be cracked open. Traditionally, the fruits are cracked with a stone, which is a very time-consuming process. The shell itself also has uses – mainly for feeding animals.

Inside the fruit are small seeds, which are lightly roasted if they are intended for culinary use, giving them a slightly nutty flavor. Seeds meant for cosmetic purposes are not roasted to preserve as many nutrients as possible.

The next step is grinding the seeds, which creates a thick paste. Water is then added, and the paste undergoes an equally labor-intensive process of kneading, during which the oil begins to separate. About 40 kilograms of seeds yield just one liter of oil.

In addition to the argan oil demonstration, we also got to taste several types of honey, including cactus honey, and amlou – the most delicious nut paste made from honey, roasted almonds, and, of course, argan oil.

Taghazout z Agadiru – jak dojechać autobusem i spotkać lokalnych ludzi

W drodze powrotnej poprosiłam Pana przewodnika, aby zostawił mnie gdzieś gdzie będę mogła znaleźć autobus w stronę kolejnego przystanku – Taghazout. Tak też się stało. Naiwnie myśląc, że na autobus poczekam może pół godziny rozsiadłam się na ławeczce tuż obok młodej studentki prawa, która również jechała w stronę Taghazout zatrzymując się jednak w Tamraght. Szybko nawiązałyśmy nić porozumienia i korzystając z translatora ponarzekałyśmy sobie na facetów. Ten temat zawsze łączy ( z przymrużeniem oka oczywiście 🙂 ).Naima, bo tak się nazywała moja nowa znajoma czekała razem ze mną przez kolejne półtorej godziny, cieżko wzdychając przy każdym przejeżdżającym autobusie, który miał numer inny niż 32/33. Dołączyła później do nas jeszcze jej koleżanka – młoda, marokańska koszykarka. Umówiłyśmy się z dziewczynami na sesję zdjęciową, którą miałam im wykonać ale zaczęłam powoli już się źle czuć, więc niestety musiałam odwołać nasze spotkanie – a szkoda. Miałam również zaproszenie od rodziców Naimy do jej domu rodzinnego. Mam nadzieję, że następnym razem się uda.

***

Taghazout from Agadir – how to get here by bus and meet locals

On the way back, I asked the guide to drop me off somewhere I could find a bus to my next stop – Taghazout. And that’s exactly what he did.

Naively thinking I’d wait only about half an hour, I sat on a bench next to a young law student, who was also heading toward Taghazout but was stopping in Tamraght. We quickly connected and, using a translator, complained a bit about men – a topic that always brings people together (with a wink, of course 🙂 ).

Naima, as my new friend was called, waited with me for the next hour and a half, sighing heavily at every passing bus that had a number other than 32/33. Later, her friend – a young Moroccan basketball player – joined us. We arranged a photo session, which I was supposed to take for them, but I was starting to feel unwell, so unfortunately I had to cancel – such a pity. I also received an invitation from Naima’s parents to visit their family home. I hope I can take them up on it next time.

Joanna

Odkryj więcej z JOURNEYLISTKA

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej