Four-day trip along the Great Ocean Road in Australia.

Jak wynająć samochód w Australii bez karty kredytowej?
Na dwa dni przed wylotem do Melbourne zaczęłam szukać firmy, która pozwala na wynajem samochodu z kartą debetową. Większość wypożyczalni wymaga karty kredytowej, ale po dłuższych poszukiwaniach udało się – choć drożej. Tutaj polecam East Coast Car Rentals. Szybko i sprawnie stałam się czterodniową posiadaczką SUVa, który został również moim domem i noclegiem na kolejne dni. Firma ta oferuje również odebiór prosto z lotniska w Melbourne a przy rejestracji ucięłam sobie bardzo miłą pogawędkę z Panią, która była zafascynowana moją solo, kobiecą podróżą.
Za cztery dni wynajmu zapłaciłam około 800 zł + paliwo. Zdecydowałam się na opcję all inclusive, co oznacza pełne ubezpieczenie bez dodatkowych kosztów w razie wypadku. Warto jednak uważnie przeczytać warunki ubezpieczenia – często nie obejmują one zarysowań czy zderzeń z dzikimi zwierzętami mimo wykupienia all inclusive.. W Australii, gdzie obowiązuje ruch lewostronny, to naprawdę kluczowe. I nie, to nie żart – kangury potrafią naprawdę zaskoczyć na drodze! Nie jestem w stanie przytoczyć liczby tych biednych zwierząt leżących na poboczu. Sama miałam takie bliskie spotkanie z kangurem ale na szczęście obyło się bez ofiar. Wyhamowałam na ostatnią chwilę tylko dzięki temu, że jechałam przepisowo.
Swoją przygodę z wynajętym samochodem chciałam wykorzystać na polecaną trasę The Great Ocean Road, która ciągnie się wzdłuż oceanu setkami kilometrów mijając kultowe miejsca takie jak klify Dwunastu Apostołów.
Moim pierwszym przystankiem była miejscowość Torquay, gdzie zatrzymałam się tuż przy plaży i wyruszyłam na przepiękny trekking górą klifów z możliwością zejścia co jakiś czas schodkami na plażę z dostępem do Cieśniny Basa. Jak widać na zdjęciach plaże są pełne namiotów i ludzi, głównie ze względu na święto, które akurat w tym okresie było obchodzone – Australia Day.
***
How to rent a car in Australia without a credit card?
Two days before my flight to Melbourne, I started looking for a rental company that allows hiring a car with a debit card. Most rental companies require a credit card, but after a longer search I managed to find one – although it was more expensive. I can recommend East Coast Car Rentals. Quickly and smoothly, I became the four-day owner of an SUV, which also became my home and accommodation for the next few days. The company also offers pickup directly from Melbourne Airport, and during registration I had a very nice chat with the lady who was fascinated by my solo female trip.
For four days of rental I paid around 800 PLN/180 Euro plus fuel. I chose the all-inclusive option, which means full insurance with no extra costs in case of an accident. However, it’s worth reading the insurance terms carefully – often they don’t cover scratches or collisions with wild animals, even with all-inclusive insurance. In Australia, where they drive on the left, this is really crucial. And no, it’s not a joke – kangaroos can truly surprise you on the road! I can’t even count how many of those poor animals I saw lying on the roadside. I had a close encounter with a kangaroo myself, but luckily nothing happened. I managed to brake at the last second only because I was following the speed limit.
I wanted to use the rental car to drive the recommended Great Ocean Road route, which stretches along the ocean for hundreds of kilometres, passing iconic spots such as the cliffs of the Twelve Apostles.
My first stop was the town of Torquay, where I parked right by the beach and set off on a beautiful cliff-top hike, with the option to go down to the beach from time to time via stairs leading to Bass Strait. As you can see in the photos, the beaches were full of tents and people, mainly due to the holiday being celebrated at the time – Australia Day.









Zachód słońca nad Great Ocean Road i magiczny wieczór w Lorne (Australia Day)
Mój trekking trwał łącznie dwie godziny z trasą powrotną ale oczywiście można było go sobie wydłużyć i przejść około 4 kilometrów dalej. Mimo to uznałam, że cofnę się już do samochodu i ruszę w dalszą podróż do małego miasteczka Angelsea a następnie do latarni, od której udałam się prosto do „Memoriał Arch at Eastern View.” Jest to drewniany łuk, zbudowany tuż nad drogą, przy którym zatrzymują się wycieczki aby wykonać pamiątkowe zdjęcie. Dla mnie najbardziej niesamowite były i tak widoki po drodze. Przepięknie oświetlone zachodem słońca klify i Zatoka Bassa zapierały dech w piersiach.
Sunset over the Great Ocean Road and a magical evening in Lorne (Australia Day)
My hike took a total of two hours including the return route, although you could easily make it longer and walk about 4 kilometres further. Still, I decided to head back to the car and continue my journey to the small town of Anglesea, and then to the lighthouse, from where I went straight to the Memorial Arch at Eastern View. It’s a wooden arch built right over the road, where tour groups stop to take souvenir photos. For me, however, the most incredible part were the views along the way. The cliffs and Bass Strait beautifully lit by the sunset were absolutely breathtaking.


Punktem końcowym dnia było przeurocze, klimatyczne miasteczko Lorne, w którym znalazłam się akurat podczas hucznie obchodzonego przez Australijczyków Australia Day.Tego dnia odbywały się tu warsztaty i zawody wędkarskie na Fishing Pier, a w barze tuż przy molo grała muzyka na żywo, z powiewającymi australijskimi flagami w tle. Cudowne doświadczenie.
Na pewno to miasteczko pozostanie w mojej pamięci na długo. Fakt, iż spędzałam tam pierwszą noc, śpiąc w wynajętym samochodzie, również przyczynił się do wyjątkowości tego miejsca. Mimo że w stanie Victoria spanie w samochodzie nie jest do końca dozwolone (w niektórych stanach to norma), znalazłam miejsce, gdzie oprócz mnie stały również inne pojazdy z ludźmi o podobnym pomyśle.
Nic i nikt nie odbierze mi tego wieczoru z dźwiękiem uderzających o brzeg fal.
***
The final stop of the day was the charming, atmospheric town of Lorne, where I happened to arrive during the lively Australia Day celebrations. That day there were workshops and fishing competitions taking place at the Fishing Pier, and the bar right by the jetty had live music playing with Australian flags waving in the background. An amazing experience.
This town will definitely stay in my memory for a long time. The fact that I spent my first night there sleeping in the rental car also added to how special the place felt. Even though sleeping in your car isn’t fully allowed in the state of Victoria (in some states it’s completely normal), I managed to find a spot where other vehicles with like-minded people were parked as well.
Nothing and no one will take away that evening, with the sound of waves crashing against the shore.





Upalny dzień w Otway Forest Park
Po nieprzespanej nocy, głównie ze względu na niewygodę ale i też hałas fal ( przed pójściem spać wydawało mi się to urocze, w nocy zaś mocno je przeklinałam) udałam się do pobliskiego Otway Forest Park, nad wodospady Erskine, a kilkanaście kilometrów dalej – do wodospadów Carisbrook. Dzień był wyjątkowo upalny, a w miastach radary ostrzegające przed niebezpieczeństwem pożarów wskazywały wysoki poziom zagrożenia. Ze względu na intensywny gorąc poruszanie się na świeżym powietrzu było dość uciążliwe, tego dnia postanowiłam przebywać głównie w zacienionych i lekko wilgotnych miejscach oraz zrobić dłuższy odcinek trasy w klimatyzowanym samochodzie prosto do Peterborough, gdzie zatrzymałam się na noc. Po drodze minęłam słynne Twelve Apostles oraz towarzyszące im punkty widokowe, takie jak The Razorback czy London Bridge.
***
A Hot Day in Otway Forest Park
After a sleepless night – mainly because of the discomfort, but also the noise of the waves (before going to sleep it seemed charming, but during the night I cursed them quite a bit) – I headed to the nearby Otway Forest Park, to the Erskine Falls, and a few kilometres further to the Carisbrook Falls. It was an exceptionally hot day, and in the towns the fire danger warning signs showed a high risk level. Because of the intense heat, being outdoors was quite exhausting, so I decided to stay mostly in shaded, slightly humid areas and drive a longer stretch in the air-conditioned car straight to Peterborough, where I stopped for the night. Along the way I passed the famous Twelve Apostles and the nearby viewpoints such as The Razorback and London Bridge.





Najpiękniejszy wschód słońca przy Twelve Apostles
Następnego dnia postanowiłam wstać tuż przed wschodem słońca, aby jak najszybciej dotrzeć na punkt widokowy przy Twelve Apostles oraz The Razorback. Tam przeżyłam jeden z najpiękniejszych wschodów słońca w swoim życiu, na który gapiłam się jak bajkowy kojot z Looney Tunes z zapałkami w oczach. Było warto.
Zdziwiło mnie, że tak mało ludzi miało ten sam pomysł ale nie ukrywam, że byłam z tego faktu zadowolona. Oprócz mnie na tarasie widokowym stały może jeszcze dwie osoby.
***
The most beautiful sunrise at the Twelve Apostles
The next day, I decided to wake up just before sunrise to get to the viewpoint at the Twelve Apostles and The Razorback as quickly as possible. There, I experienced one of the most beautiful sunrises of my life, and I stared at it like a cartoon coyote from Looney Tunes with matches in my eyes. It was totally worth it.
I was surprised that so few people had the same idea, but I won’t lie – I was glad about it. Apart from me, there were maybe two other people on the viewing platform.






Po obejrzeniu wschodu wybrałam się jeszcze na krótki trekking fragmentem trasy The Great Ocean Walk, która – nawiasem mówiąc – wydała mi się niezwykle interesująca i od razu trafiła na moją trekkingową Bucket List. Jest to 110-kilometrowa ścieżka, którą pokonuje się w około osiem dni. Zaczyna się w Apollo Bay, przecina Great Otway National Park oraz Port Campbell National Park, a kończy się przy Twelve Apostles.
Po spędzeniu kilku godzin w okolicach klifów, podziwiając naturę i jeden z najsłynniejszych punktów Australii, udałam się w podróż powrotną prosto do ukochanego Lorne, gdzie czekał mnie ostatni nocleg na Great Ocean Road.
***
After watching the sunrise, I went on a short hike along a section of the Great Ocean Walk, which -by the way – I found incredibly interesting and immediately added to my trekking bucket list. It’s a 110-kilometre trail that takes about eight days to complete. It starts in Apollo Bay, crosses the Great Otway National Park and Port Campbell National Park, and ends at the Twelve Apostles.-
After spending a few hours around the cliffs, admiring nature and one of Australia’s most famous landmarks, I set off on the journey back to my beloved Lorne, where I had my final night on the Great Ocean Road.
Powrót do Lorne i udane poszukiwania koali przy Teddy’s Lookout
Kolejnego dnia wybrałam się na poszukiwania koali w ich naturalnym środowisku, w okolicach Teddy’s Lookout. Będąc wcześniej w stanie Queensland miałam już okazję zobaczyć je w sanktuarium. Mimo to jakoś nie do końca mnie to cieszyło. Nie jestem zwolenniczką Zoo i zamykania zwierząt. Po raz pierwszy w życiu chodząc po ścieżce zamiast patrzeć przed siebie lub pod nogi, moja głowa była skierowana w stronę koron drzew. Trzeba było na prawdę wytężyć wzrok ale ostatecznie poszukiwania zakończyły się sukcesem. Udało mi się dostrzec jednego, szarego, śpiącego na drzewie zwierzaka, który – słysząc moje kroki – obudził się i zaczął pozować do zdjęć.
***
Return to Lorne and successful koala spotting at Teddy’s Lookout
The next day, I went in search of koalas in their natural habitat around Teddy’s Lookout. Having previously been in Queensland, I had already seen them in a sanctuary. Even so, it didn’t really make me happy – I’m not a fan of zoos or keeping animals in captivity. For the first time in my life, while walking along the trail, instead of looking straight ahead or at the ground, my head was constantly tilted upward toward the treetops. I really had to strain my eyes, but in the end, the search was successful. I managed to spot one grey koala sleeping in a tree, which – hearing my footsteps – woke up and started posing for photos.

Tego dnia miałam wrażenie, że odhaczyłam już wszystkie punkty wildlife, bo podczas krótkiego trekkingu do wodospadu Phantom na ścieżce pojawiły się dwa kangury zajadające się roślinnością. Tyle wygrać.
Po dwóch miesiącach spędzonych w Australii poczułam, że jestem gotowa na wyjazd.
***
That day, I felt like I had ticked off all the wildlife spots, because during a short hike to Phantom Falls, I came across two kangaroos happily munching on vegetation along the trail. What a win.
After spending two months in Australia, I felt ready to head home.

Musiałam jeszcze tylko zahaczyć o sklep dla majsterkowiczów, ponieważ niestety chińskie auto ucierpiało podczas bliskiego spotkania z gałęzią. Dzięki sugestiom dwóch mieszkających w Australii kolegów, którym ze wstydem przyznałam się do tego co przypadkowo zrobiłam – pozdrowienia dla Adama i Mateusza – kupiłam jakiś dziwny preparat, dzięki któremu udało mi się wypolerować ślad po przetarciu.
Na przypale albo wcale.
***
I just had one more stop to make at a hardware store, because unfortunately my Chinese car had suffered a scratch during a close encounter with a branch. Thanks to the suggestions of two friends living in Australia, to whom I sheepishly admitted what had accidentally happened – greetings to Adam and Mateusz – I bought some kind of special solution that allowed me to polish out the scratch.
Joanna

Zostaw odpowiedź